Potańcowaliśmy sobie trochę
Organizatorzy nie ukrywali, że impreza zorganizowana w ostatnią sobotę w świetlicy stanowi eksperyment. Chodziło w nim nie tyle o przetestowanie formuły potańcówki, która była bardzo popularna w swoim czasie, co o zbadanie, czy obecnie istnieje na nią w Wojcieszycach zapotrzebowanie. A konkretnie: jak dużo mieszkańców oderwie się od telewizorów i przyjdzie do świetlicy na popołudniową zabawę przy ciastkach, kawie i muzyce mechanicznej.
Koncepcja jest minimalistyczną: nie oferujemy udziału w balu czy dansingu, nie zapewniamy doborowej orkiestry, bufetu obficie zaopatrzonego ani zabawy do białego rana. Ale też niewiele oczekujemy od uczestników, bo stroje są dowolne, a impreza bezpłatna. Nikt nie chce na niej zarobić, organizujemy ją sami dla siebie i tylko od nas zależy, czy skończy się na tej jednej, czy będzie kontynuacja.
Nie znaczy to oczywiście, że potańcówka mogła tak całkiem zrobić się sama, bo ktoś musiał przygotować salę, zaparzyć kawę i herbatę, upiec ciasto i - co było dla wszystkich niespodzianką - pyszne krokiety. Ale na szczęście mamy w Wojcieszycach znakomicie zorganizowany i sprawnie działający Klub Seniora...
Praktyka pokazała, że zostały zrealizowane wszystkie założenia. Nie zwaliły się tłumy, ale tych nikt się nie spodziewał. Przyszło prawie 30 osób, przede wszystkim w średnim i starszym wieku. Z nastoletniej młodzieży bodaj trzech, a i to raczej na zwiady, bo bez dziewczyn.
Było sporo luzu, dosłownie i w przenośni. Tańce i śpiewy, zarówno zbiorowe, jak i popisy indywidualne. Alkoholu tyle, żeby poprawić humory oraz rozluźnić atmosferę i ani kropli więcej.
Zabawa nominalnie rozpoczęła się o 17oo, ale na dobre rozkręciła przed 18-tą. Zakończyła zgodnie z planem o 21oo - i prawie wszyscy ruszyli zwijać imprezę. To znaczy odnieść naczynia do kuchni i je pozmywać, zamieść i zmyć podłogę, ustawić stoły i krzesła. Dwadzieścia minut po 21 można już było zgasić światła i zamknąć świetlicę.
Przedtem jednak Sołtys spytała, czy uczestnicy są z zabawy zadowoleni i czy warto zorganizować następne. Po chóralnym, podwójnym "tak", padło następne pytanie: jak często? W tej sprawie też właściwie wszyscy się zgodzili, że najlepiej co dwa tygodnie.
No to do zobaczenia!